Korzystając ze sprzyjającej aury (mgliście, ale bezwietrznie), zdecydowałam się pojechać rowerem do kilku urzędów, aby załatwić sprawy wymagające już załatwienia. Wydawało mi się, że:
a) umiem czytać ze zrozumieniem
b) w miarę biegle korzystam z internetu
c) wiem, gdzie i co mam o załatwienia.
czwartek, 30 listopada 2017
poniedziałek, 27 listopada 2017
W rytmie słońca
Listopadowe poranki i wieczory należą do moich ulubionych.Trwają nieskończenie długo i pozwalają na zwolnienie tempa. Choć z tym zwolnieniem to różnie bywa. Prognozy na ostatnie dni nie były zbyt zachęcające, więc zaplanowałam sobie dość absorbujace zajęcie, o którym niedługo napiszę. I zamiast spacerować w lekkim mrozie (bo zamiast deszczu ze sniegiem mieliśmy całkiem ładne słońce) oddawałam się pracy w domu.
Dzielnie towarzyszyły mi zwierzaki, które z racji wyjazdu Ślubnego na kilka dni, były moimi najważniejszymi kompanami. Frida dbała, bym nie wylegiwała się za długo i już kilka minut po szóstej budziła mnie mruczeniem i lekkim podgryzaniem... nosa. Potem razem z Kokim towarzyszyli mi przy porannej kawie, dbając, bym nie zjadła za dużo słodyczy ( podobnie bywało wieczorami) Przed dziewiątą moim czasem władały Pawetta, Jenefer i Piesio. Cała trójka domagała się wyjścia na świeże powietrze.
W ciagu dnia zajmowałam się tym, co sobie zaplanowałam, przez okno podglądając kozy na łące. Frida dzielnie chciała mi pomagać, ale ... nie koniecznie jej to wychodziło. Między 15.00 a 15.30 zabierałam kozy z pastwiska, bo na naszej górce jest już wtedy po zachodzie słońce i robi się zimno, wzmaga się także wiatr (tak jak dziś) . Dziewczyny biegną już bez smyczy prosto do koziarni, wiedząc, że czekają tam na nie smakołyki. Teraz czas na Piesia, który odpięty od linki idzie na spacer i wraca po... godzinie. Wpuszczam go do jego zagródki w koziarni, gdzie stoi już miseczka z jedzeniem. Teraz już tylko rowerkiem pod gókę po mleko i ... mam wieczór.
Tak, tak! Jest 17.00 a ja mam wieczór. Czas czytania książek, picia gorącej aromatycznej herbaty lub czekolady i czytania! No oczywiście te czynności także dzielę z Kokim i Fridą, które tylko czekają, bym sięgnęła po czekoladę!
Dzielnie towarzyszyły mi zwierzaki, które z racji wyjazdu Ślubnego na kilka dni, były moimi najważniejszymi kompanami. Frida dbała, bym nie wylegiwała się za długo i już kilka minut po szóstej budziła mnie mruczeniem i lekkim podgryzaniem... nosa. Potem razem z Kokim towarzyszyli mi przy porannej kawie, dbając, bym nie zjadła za dużo słodyczy ( podobnie bywało wieczorami) Przed dziewiątą moim czasem władały Pawetta, Jenefer i Piesio. Cała trójka domagała się wyjścia na świeże powietrze.
W ciagu dnia zajmowałam się tym, co sobie zaplanowałam, przez okno podglądając kozy na łące. Frida dzielnie chciała mi pomagać, ale ... nie koniecznie jej to wychodziło. Między 15.00 a 15.30 zabierałam kozy z pastwiska, bo na naszej górce jest już wtedy po zachodzie słońce i robi się zimno, wzmaga się także wiatr (tak jak dziś) . Dziewczyny biegną już bez smyczy prosto do koziarni, wiedząc, że czekają tam na nie smakołyki. Teraz czas na Piesia, który odpięty od linki idzie na spacer i wraca po... godzinie. Wpuszczam go do jego zagródki w koziarni, gdzie stoi już miseczka z jedzeniem. Teraz już tylko rowerkiem pod gókę po mleko i ... mam wieczór.
Tak, tak! Jest 17.00 a ja mam wieczór. Czas czytania książek, picia gorącej aromatycznej herbaty lub czekolady i czytania! No oczywiście te czynności także dzielę z Kokim i Fridą, które tylko czekają, bym sięgnęła po czekoladę!
piątek, 24 listopada 2017
Najsmutniejszy pies we wsi
Wyobraźcie sobie ciemną komórkę ze zgniłą ściółką na podłodze i monstrualnymi girlandami pajęczyn zwieszjącymi się z sufitu. W rogu komórki stoi stara rozpadająca się buda, a w niej... pies. Rude, jamnikowate stworzenie warczy, szczerzy zęby, ale w jego oczach widać strach i ból... Fama mówi, że to groźne zwierzę, do którego lepiej nie podchodzić. Nikt nie pamięta ani jego wieku (będzie miał z 18 lat!) ani tym bardziej imienia.
wtorek, 21 listopada 2017
MTB Tour of Bagatela, czyli leśny debiut Chudej
Ze względu na specyfikę mojej pracy - grafik ustalany na miesiąc do przodu - wolny czas z Krzysiem planować musimy z dużym wyprzedzeniem. Ze względu na imprezę rowerową organizowaną przez OTR Interkol - klub, do którego należy Krzyś - poprosiłam o wolny weekend 18-19 listopada, by towarzyszyć swojemu chłopakowi. Początkowo miałam zamiar raczej wystąpić tylko w roli fotografa i obserwatora, jak to miało miejsce przy poprzednich wyścigach, ale po namyśle uznałam, że może warto byłoby w końcu wystartować w terenie...
poniedziałek, 20 listopada 2017
Skałki na Prochowej
Niedziela powitała mnie śniegem, wiatrem i lekkim mrozem. Mogłam zapomnieć o planowanej wycieczce rowerowej. Nie zamierzałam jednak siedzieć w domu. Koniecznie chciałam wyjść. Pomyślałam, że dawno nie byłam na Prochowej i tam też się wybrałam.
piątek, 17 listopada 2017
Doroty Schrammek prezent pod choinkę
Nie ukrywam, że przesyłka od Wydawnictwa "Szara Godzina" w skrzynce pocztowej znów mnie zaskoczyła. Fakt, że do świąt został jeszcze ponad miesiąc, ale to właśnie teraz jest najlepszy czas na zakup prezentów, a nowa powieść idealnie się do tego nadaje.
"Tam, gdzie czeka anioł" to kolejna książka Doroty dziejąca się na Pomorzu. Tym razem Pisarka umiejscowiła akcję na pograniczu polsko- niemieckim. Główna bohaterka przemieszcza się pomiędzy Ueckernmunde a Policami, a my mamy możliwość zwiedzić obie miejscowości razem z nią.
"Tam, gdzie czeka anioł" to kolejna książka Doroty dziejąca się na Pomorzu. Tym razem Pisarka umiejscowiła akcję na pograniczu polsko- niemieckim. Główna bohaterka przemieszcza się pomiędzy Ueckernmunde a Policami, a my mamy możliwość zwiedzić obie miejscowości razem z nią.
poniedziałek, 13 listopada 2017
Bułki drożdżowe z kurczakiem
Wzięło mnie na drożdżówki, oj wzięło!No, ale co robić gdy za oknem pięknie jest jedynie o świcie, a potem ciemne chmury szczelnie otulają dolinę?
O upieczeniu bułek myślałam już od jakiegoś czasu. Są one świetnym rozwiązaniem, gdy wyrusza się w trasę, a ja sporo ostatnio podróżuję pociągami linii wszelakich. Małe, poręczne a jedzonko konkretne. No i proste wykonanie!
O upieczeniu bułek myślałam już od jakiegoś czasu. Są one świetnym rozwiązaniem, gdy wyrusza się w trasę, a ja sporo ostatnio podróżuję pociągami linii wszelakich. Małe, poręczne a jedzonko konkretne. No i proste wykonanie!
piątek, 10 listopada 2017
Rogale z białym makiem
Było letnie południe. Przepełnione radością i wrażeniami wjechałyśmy na rynek w Ronne na Bornholmie W piekarni kupiłyśmy pieczywo z białym makiem. Chyba wtedy pierwszy raz zetknęłam się z tymi ziarenkami. Dopiero google uświadomiły mi, że biały mak jest głównym składnikiem nadzienia rogali świętomarcińskich. Ale mnie biały mak już zawsze przenosić będzie na najpiękniejszą z wysp (co przy dzisiejszej dżdżystej aurze jest sporym atutem).
czwartek, 9 listopada 2017
Na mglisty dzień najlepsze... racuchy!
Dzień wstał całkiem pogodny, tylko przez Pogórze płynęły gęste mleczne mgły. Widok był niesamowity. Chuda, której przyjazd urozmaicił nam ten szary tydzień, postanowiła pojechać rowerem w góry. Wcześniej jednak załatwiłyśmy kilka spraw w miasteczku, robiąc sobie przy tym kilka klimatycznych fotek. Was jednak zapraszam na przepis jak zrobić racuchy.
poniedziałek, 6 listopada 2017
No i gdzie jest ta skała?
http://dolnoslaskie.fotopolska.eu/420154,foto.html |
niedziela, 5 listopada 2017
Spacerkiem na Wysoki Kamień
Pierwszy listopadowy weekend zapowiadał się z piękną pogodą, gdy więc goszczący w Domku pod Orzechem brat zaproponował wycieczkę na Wysoki Kamień, z radością nań przystałam.
Może wydawać się to dziwne, ale na Wysokim Kamieniu nigdy nie byłam. Dlaczego? Jakoś wolałam do Szklarskiej Poręby chodzić szlakiem niebieskim, czerwony omijałam ze wzgędu na złą sławę szlaku błotnistego i często trudno dostępnego. Potem przestałam chodzić i zaczęłam jeździć rowerem, co spowodowało wybór tras rowerowych, które też Wysoki Kamień omijają ( skalista ścieżka nie nadaje się do kecenia na rowerze)
Teraz nadarzyła się okazja, by ten brak uzupełnić.
Może wydawać się to dziwne, ale na Wysokim Kamieniu nigdy nie byłam. Dlaczego? Jakoś wolałam do Szklarskiej Poręby chodzić szlakiem niebieskim, czerwony omijałam ze wzgędu na złą sławę szlaku błotnistego i często trudno dostępnego. Potem przestałam chodzić i zaczęłam jeździć rowerem, co spowodowało wybór tras rowerowych, które też Wysoki Kamień omijają ( skalista ścieżka nie nadaje się do kecenia na rowerze)
Teraz nadarzyła się okazja, by ten brak uzupełnić.
piątek, 3 listopada 2017
"Laboranci u Ducha Gór" - mój urodzinowy prezent
http://adrem.jgora.pl/ksiegarnia-karkonoska/ksiazki /dokument-historia/laboranci-u-ducha-gor/ |
środa, 1 listopada 2017
Spacerując po opuszczonym niemieckim cmentarzu
"Najważniejszym ludzkim zadaniem jest ratowanie czegoś, co się rozpada, a nie tworzenie rzeczy nowych" napisała Olga Tokarczuk w powieści "Dom dzienny dom nocny".
Myślałam o tych słowach, przedzierając się przez chaszcze na starym zniszczonym cmentarzu ewangelickim w Gierczynie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)